gwóźdźman

Sierpień 3, 2008

Kolejny sen wybudził mnie nieco zniesmaczoną, na tyle, że na ustach zamiast ziewnięcia wydobyło się ze mnie przenikliwe blleeeee.

Zamieszkałam w domu z wesoła grupką ludzi.Kompletnie nikt mi znany.  Po wejściu do domu zdziwiło mnie jak bardzo jest obskurny. To był wielki korytarz z masą porozrzucanych skrzyń, beczek, palet… i było coś jeszcze, na całej długości tego nieprzemierzonego labiryntu tuż u sufitu wisiały balkony przemysłowe. Whatever pomyślałam, przecież architekci to porąbańcy, och pardon wizjonerzy 🙂 Zainstalowalam sie w moim pokoju czyt. norze. Zasnęłam.

Po kilku minutach spokojnego snu, na pełnym gazie wpadł do mojego pokoju jakiś kolo i kazał mi wkładać buty. „Uciekamy”- powiedział. Kiedy wybiegliśmy z pokoju, korytarz wyglądał jak okopy w czasie wojny, tylko zamiast mundurów wszyscy mieli piżamy. „Chowaj się” – usłyszałam i wepchnięto mnie za jakąś skrzynkę. Na metalowej siatce balkonu usłyszałam kroki… może szybki marsz…nie chyba to był bieg..? Podniosłam głowę do góry i…kurde te moje sny to czasem…nie wiem…załamka…i zobaczyłam Andrzeja Grabowskiego… w niebieskim dzierganym sweterku, we wzory w warkocze, a w każde oczko tego swetra powkładane były gwoździe, te największe prawie 20 centymetrowe. Naturalnie od wagi sweterek był już dobrze rozciągnięty i sięgał prawie do kolan. do tego białe skarpetki podciągnięte do pół łydek, koniecznie z dziurami. W ślad za nim po suficie pełzł obleśny gigantyczny pająk, czarna wdowa jak sądzę, tylko jakości tej z Pana Kleksa. i co robiła?…dziergała kolejny niebieski sweterek.

Zobaczył mnie i juz wiedziałam przed czym uciekamy, bo w moim kierunku poleciała gwoździo-seria, a jeden z pocisków niemal jak cięcie skalpela rozpołowił mi mięsień naramienny. Nie bolało, ale krew mnie zalała… ze złości też. Pozbierałam gwoździe i w przypływie emocji z siłą odrzuciłam w jego stronę. „trudne to, kurde koleś ma wprawę” – powiedział głos w mojej głowie, ale w końcu trafiłam. Grabowski uciekł a pozostali patrzyli na mnie z niedowierzaniem. Nigdy im nie przyszło do głowy, że można oddać…co za skansen!

Walki trwały nieustannie przez kilka nocy, w międzyczasie ktoś zamienił moją lodówkę na składzik starych butów wojskowych, bo przecież są idealne do rzucania. Od czasu mojego buntu Pan Andrzej częściej nas obserwował niż rzucał, może z uwagi na strach, że ktoś w końcu trafi, a może po raz pierwszy ten staruch zaczął nas traktować poważnie. Tej nocy z balkonu krzyknął, „podziwiam Pani odwagę” i wypuścił w nas dziesiątki serii, które odciążyły jego sweterek i ukazały nam śnieżnobiałe gacie. fason i krój, jak na załączonym obrazku

Ostatnia noc. Przygotowani do boju ukrywaliśmy się za skrzynkami, kiedy zobaczyliśmy widok jakiego nigdy się nie spodziewaliśmy. Grabowski szedł naszym korytarzem, w swoich obleśnych białych gaciach (uwaga! tylko w gaciach!), z wielkim bebzonem. Wszedł do naszego holu, uśmiechnął się, lubieżnie puścił mi oczko, włożył klucz w ścianę i ukazał nam bar, pełen alkoholi, każdego koloru i smaku. Odwrócił sie do mnie, na barze postawił dwa kieliszki, szepnął : „czy Pani pozwoly” i tego było już za wiele „co za oblecha pomyślałam, stary dziad, blleeee”. Kiedy Andrzej ponownie odwrócił się do lodówki ukazał mi swój wielki, tłusty, niekształtny tyłek, opięty ciasno przylegającymi gaciami, które przez tę zaskakującą niekształtność sprawiały wrażenie podciągniętych pod same pachy. Nie wytrzymałam…obudziłam się

Reklamy

Czerwiec 17, 2008

dzisiaj nie chce mi się pisać, będzie za to muzycznie…. i po polsku 🙂 na dowód tego, że złoty wiek polskiej muzyki, wg. mojego kryterium, plasował się w czasach przypadających na moje beztroskie lata dzieciństwa, kilka niedoścignionych numerów. opinia ta nie wynika tylko z mojego sentymentalnego usposobienia, ale z jakości ówczesnej muzyki i klasy samych instrumentalistów, zresztą oceńcie sami

z manamu polecą dwa 🙂

nieopisany geniusz

tu się troszeczkę wyłamię, wielka polska kapela, która nadal tworzy światową czołówkę alternatywy lat 70-tych, na czele z multiinstrumentalistą Józefem Skrzekiem, supportowali przy okazji wielu tras koncertowych m.in. Pink Floyd czy Bob’a Marley’a

pokochałam…

Maj 24, 2008

ech jak ludzie inspirują 🙂

sny straszne i przeraźliwe dopadły mnie dzisiejszej nocy. zaczęło się od….

jako para podróżników cyganów, dobiliśmy naszą barką do przyjemnej małej przystani, tuż nad brzegiem malowniczo położonej Francuskiej wioski. nasza podróż trwała już dosyć długo. prawdę powiedziawszy nie pamiętamy nawet innego stylu życia. na pomoście przywitały nas przywdziane w kwieciste wianki dziewczęta, z rozwianymi, lekko falowanymi włosami, mieniącymi się w letnim, piekącym słońcu. poczęstowano nas świeżym chlebem z masłem i mlekiem. po kilku chwilach przybiegli pozostali mieszkańcy ściskając nas i śpiewając na naszą cześć. wszystko malowało się jak w pięknym śnie. oprowadzono nas po wsi, opowiadając o niezwykle spokojnej historii, o osiągnięciach w dziedzinie sztuki, kultury i prawie, które było niezwykłe, bo w sposób całkowity eliminowało przestępczość, jednym słowem „raj”. no właśnie… po pięknym wstępie zaproszono nas na wieczorne spotkanie mieszkańców. w drodze do miejsca zgromadzeń wysoko zawieszone słońce oblewało nas gorącą poświatą, drzewa zieleniły się i uśmiechały radosnym kwieciem.

bawiliśmy się uroczo, tańcząc i śpiewając chrześcijańskie pieśni. czułam się cudowną częścią owego stowarzyszenia, ale… Galaszek nie był zachwycony, wyraźnie chciał sie ulotnić z tej dziury przesiąkniętej, jakąś dziwną, nawiedzoną siłą. ja jednak nalegałam byśmy zostali, aż nadszedł moment….gdy Galaszek przeistoczył się w żywą bestię, wprost z Egzorcyzmów Anneliese Michel. wydzierał z siebie demona, krzyczał, piszczał i szamotał się. miałam wrażenie, że wszyscy oprócz mnie wiedzą co to znaczy. płakałam. wszędzie widziałam szyderczo uśmiechnięte twarze w dziwnie wykręconym grymasie, niemal euforii. wtedy właśnie pojawił się szatan. wysoki, skulony zwierz z ludzka twarzą, na szklistych, czarnych kopytach, porosły gęstymi włosami, nawet na twarzy. przywdziany był w czerwoną, atłasową marynarkę z poduchami i zielone, atłasowe spodnie za kolana, z mankietów wystawały białe, koronkowe rękawy a la Ludwik XVI-ty. uśmiechnął się, objął Galaszka i zniknął…zostałam sama w tłumie nawiedzonych dziwaków. i wtedy zrozumiałam, z pomocą tych ludzi czy bez muszę odbić Galaszka z rąk szatana.

wybiegłam na naszą barkę, skompletowałam potrzebne narzędzia i ruszyłam w pogoń. stary Gandalf opowiedział mi gdzie są bramy piekieł i jak mam się tam dostać.

w międzyczasie znalazłam się w mym rodzinnym mieście, gdzie wszystkie szyldy zrobione zostały tą sama, niezbyt udaną czcionką. spotkałam się wiec z autorami i pouczyłam, że kreatywny grafik powinien bardziej twórczo podchodzić do swoich obowiązków i starać się różnicować swoje pomysły.

po tym spotkaniu znalazłam się niemal natychmiast u podnóży wielkiego zbocza, na szczycie którego piętrzył się szatański zamek. wspinając się przyszło mi na myśl, że jakim, kurde cudem piekło jest na wielkiej górze, a nie w piekielnych czeluściach, tuż przy bulgoczącym jądrze ziemi? rozmyślając tak, pokonanie drogi zajęło mi niemalże chwilę. po tym jak wspięłam się na ostatnią skalną półkę stanęłam u samych bram Piekła. zamek wyglądał zupełnie jak ten w Transylwanii, tylko kamienne ściany nieco się przybrudziły. czerwone niebo rzucało nań ciepłą poświatę, ale wszystko stwarzało wrażenie przytulnego i o dziwo przyjemnego miejsca. pchnęłam ogromne stalowe wrota, które na oko miały jakieś 6 metrów wysokości w świetle. cienka smuga światła padła wprost na szatańskie owłosione cielsko. zaskoczyłam go. wzdrygnął i spojrzał na mnie z szelmowskim uśmieszkiem. co tu dużo mówić, przeraziłam się, stać oko w oko ze śmierdzącym szatanem, to nie przelewki, a jeszcze ratować kogoś z jego rąk to już w ogóle abstrakcja. gdy już przekroczyłam linię drzwi, a wrota obiły sie o zakurzone ściany. s. wyprostował się i odwrócił w moją stronę. wtedy dopiero zauważyłam małą przestraszona postać po jego lewicy. pomagier, przydupas, lokaj, służący, zwał jak zwał…nie tracąc ani chwili sięgnęłam do prawej kieszeni moich spodni i mocno ścisnęłam malutki, kleisty przedmiocik. był to czerwony misiowy żelek firmy haribo. (co jest…kur…..-pomyślałam) uniosłam mocno ściśnięte pięści do góry, jedną z magicznym, żelkiem i ruszyłam w jego stronę śpiewając kościelne pieśni. miałam do pokonania jakieś 20 metrów, komnata była ogromna. czułam się silna i nie do pokonania. krocząc w jego stronę widziałam jak słabnie i kuli sie pod ścianą. wiedziałam, że mam ogromną siłę i że moc żelka na pewno go pokona. szłam powoli triumfując, gdy nagle…zapomniałam słów. szatan odzyskiwał siły, wiedziałam ,że jeśli nie zakończę tego szybko z pewnością poniosę klęskę. szatan podźwignął się i ochrypłym głosem wychrząkał:

– „przegrałaś…”

opadły mi ręce. otworzyłam dłonie. przez łzy spojrzałam na malusi lepiący żelek, zacisnęłam zęby i powiedziałam:

– „wygrałam, bo teraz wsadzę ci ten żelek w twoją wielką owłosioną dupę”

szatan zawył i upadł, a jego pomocnik zaczął błagać o litość. podeszłam do obu, szatanowi kazałam się wypiąć, a jego pomocnikowi wepchnąć żelek… no wiecie tam gdzie wspomniałam. z obrzydzeniem patrzyłam jak triumfuje dobro ( czyt. ciocia). szatan rozpuścił się jak kostka lodu, pomagier uciekł przerażony, a moje maleństwo znowu było wolne 🙂

koniec, to właśnie mój sen, ciekawe, co na to Freud ? 🙂

jak już może wspominałam jestem największym pechowcem świata. jak coś ma się zepsuć, to zawsze w niedalekiej odległości ode mnie. kasa, samochód, telewizor, pralka, komputer cokolwiek, najczęściej te świeżutko kupione. z tego tez względu ograniczyłam do zera zakupy przez internet, lepiej móc jeździć z reklamacją autobusem niż poświecić los moich zakupów poczcie polskiej. ale to już kolejna historia, bo jak pech to po całości, a poczta do tego wszystkiego dopisuje kilka plusików. z 10 wysłanych do mnie listów w ogóle, a czasem nawet o czasie otrzymuję 3 może 4-ry.

jak niektórzy słyszeli lub też nie, ostatnio zmieniliśmy miejsce zamieszkania, z tego blisko plaży na to jeszcze bliżej. wiązało się z tym dużo zakupów, na 3 poważne aż 2 reklamacje, póki co odkurzacz wciąż działa. do pralki po pierwszym praniu wzywaliśmy serwis. przeniesienie usługi internetowej z drobnego zabiegu w kilkanaście minut przeciągnęło się w tydzień, bo pan przeoczył kabelek wiszący z dachu, dokładnie na wprost otwieranego okna. heh życie…. stres mnie zżera przed każdym sięgnięciem po kartę, nawet nie dlatego, że wydaję pieniądze, w materialnym żargonie pieniążki, bo to akurat lubię i nawet po raz kolejny mogę mianować sie miszczem, ale jak myślę ile po raz kolejny będę miała załatwiania w związku z reklamacją to już mi się miesza w żołądku. dlatego postanowiłam: jadę na Ukrainę zdjąć klątwę z mego pięknego, wysportowanego ciałka.

ach przypomniała mi się pewna historyjka dotycząca mego pulchnego kolegi (kolega przypomina, delikatnie mówiąc różową marshmellow), który to ostatnio postanowił przejść na bardzo rygorystyczną dietę i skontaktował się z dietetykiem. jego pierwsze pytanie brzmiało: proszę pana mam bardzo rozbudowane mięśnie brzucha, ale mam też troszkę tłuszczyku, co zrobić, żeby go zrzucić? …..grunt to niezachwiana pewność siebie 🙂

dzisiaj coś z mojej ostatniej twórczości z cudownej współpracy z człowiekiem niebagatelnym i nietuzinkowym, pierwszym trójmiejskim satanista amatorem Jacentym Nadętym, pseudonim powstał w afekcie i wynika z zastosowania metody czuję, że rymuję.

projekt toalety publicznej wolnostojącej, w tatrzańskim parku narodowym. w dużym skrócie: 5 głównych zasad

edukacyjność Każda ściana działowa oraz ściany szczytowe budynku wykonane są z formy z drewna klejonego, w którą wprowadzony jest wycinek warstw skalnych. Taki zabieg daje wrażenie przebywania w jaskini „oblanej” forma drzewną, w której gdzie nie gdzie wyłania się naturalny twór. Daje to możliwość poznania warstw skalnych tzw. warstw tektonicznych, które tworzyły się w poszczególnych okresach geologiczny. W niektórych przekrojach wprowadziliśmy do wewnątrz pewne rodzaje materiałów nieekologicznych, z pokazaniem jak długo dany materiał leży w warstwie ziemi do momentu całkowitego jego rozłożenia. Daje to wyobrażenia jak bardzo szkodliwe jest zaśmiecanie obszarów biologicznie czynnych. Dzięki czemu dzieci oraz dorośli mogą zrozumieć jakie niebezpieczeństwo niesie za sobą wyrzucanie śmieci pod nogi, a nie do specjalnie do tego przygotowanych pojemników.

sterylność Wewnętrzne ściany zostały tak wyprofilowane, żeby nie tworzyły żadnych załamań i szpar w których zbierać się mogą nieczystości. Tak wyprofilowanie rogi i kąty dają możliwość szybkiego i skutecznego sprzątania, przy zastosowaniu takich metod jak, czyszczenie woda pod dużym ciśnieniem, bez ryzyka wniknięcia brudu w niepożądane miejsce. Drewno klejone z zastosowaniem kleju melaminowego staje się odporne na wilgoć. Najczęściej stosowanymi impregnatami zabezpieczającymi są impregnaty solne zwiększające odporność na korozję biologiczną.

modułowość Dzięki temu, że rzut budynku ma formę prostokąta, a zewnętrzne ściany szczytowe graniczą bezpośrednio z kabinami WC oraz umywalniami stwarzamy możliwość rozbudowy, powiększenia liczby toalet i umywalek, tak aby przystosować toaletę dla większej liczby użytkowników. Możemy dostawiać moduły toaleta -umywalka do istniejącego obiektu.

ekologiczność tu dużo o technologiach energooszczędnych, więc nie przynudzam

ekonomiczność i tu też sporo więc oszczędzę po raz drugi

wesoła twóczość cd.

Kwiecień 6, 2008

obrazki

Kwiecień 4, 2008

już dziś premierowo moja wesoła twórczość, bez photoshopowania, bo nie umiem