wesoła twóczość cd.

kwiecień 6, 2008

obrazki

kwiecień 4, 2008

już dziś premierowo moja wesoła twórczość, bez photoshopowania, bo nie umiem

oko wisi ci z doła

kwiecień 3, 2008

lubię czytać swój blog, robie to nieustannie. często wyłazi ze mnie kobieta nieokrzesana i wulgarna. cóż popis elokwencji i dyplomacji to nie jest, ale od czego ma się blog :D HA HA HA!

wczoraj poruszeni chwilą i nastrojem postanowiliśmy zapełnić czas mrożącym krew w żyłach seansem kinowym. według tego o czym trąbiły media i huczały reklamy mięliśmy wyjść sztywni. w napięciu czekaliśmy na rozpoczęcie naszej ulubionej części kinowej czyli zwiastunów, gdy ku naszemu zdziwieniu na salę kinową weszła ogromna ciężarna by zająć miejsce na wykupionych przez siebie dwóch fotelach. jezu jak ja się bałam, że jej ten brzuch ze strachu pęknie, że się wyleje, że wybuchnie, że ten mały pomarszczony zwierz zeżre wszystkich na sali. przejęłam się, bo przecież pani Sowińska wydała niedawno komunikat, że panie w ciąży nie mogą oglądać horrorów i słuchać muzyki metalowej. chciałoby się rzec wyrodna matka! no i z tak zabitym gwoździem, już na samym początku seansu, wyobraźcie sobie jaki był mój strach. zrobiłam się czerwona, głowa mi zaczęła pulsować, w pewnym momencie myślałam ,że to ja wybuchnę, a tu jeszcze cały film trzeba przeżyć. no i oczywiście siedziałam cały czas z nogami w górze, co by mnie ten dzieciak gdzieś za nogawki nie łapał. no zaczęło się ostro ale jakoś po 3 scenach skończyło. zawsze w takich sytuacjach oglądam rozpękane ziarenka popcornu, i fantazjuję o ich fikuśnych kształtach, o ten bałwanek ma większą nóżkę, a ten taką ogromną głowę, śmieję się i klaszczę…i jakoś to mija, ale tym razem popcornu nie kupiłam :( po całej wieczności film się skończył, pani z 8 rzędu z wielką bańką na przedzie pomaszerowała przede mną , a ja w przodo-pochyleniu opuściłam kino

nie zostałam dziś gwiazdą, ale nie płaczę, bo jak stwierdziliśmy grupowo (tzn. we dwoje), mam nowy temat do mojego super bloga —-> casting. tak casting czyli przesłuchanie czy zwyczajnie łowienie talentów, zwał jak zwał. Wikipedia za to podaje piękną definicję castingu jako kształtowanie materiału płynnego poprzez proces produkcyjny z zastosowaniem form kształtujących, który to następnie zastyga i osiągana jest pożądana fizyczność. tłumacząc dosłownie ulep z gówna placek, okrzykniemy go rzeźbą. w przełożeniu oznacza znajdź żabę, a przy odrobinie szczęścia zamieni się w królewicza. jest też inne bardziej poetyckie przełożenie po co ci twarz możesz mieć makijaż, albo morda jak obrazek, zawsze możesz se namalować ładniejszą. pomyślałam też o anegdotce:

koleżanka(1) do koleżanki(2):

1: ojej, tak źle dzisiaj wyglądam, co mogę zrobić, by wyglądać ładniej?

2: twoja stara musiałaby cię urodzić jeszcze raz, ale bez porodu kleszczowego

piękny to był dzień :] , bo nasunął mi tyle przemyśleń. lecz nie jest to jedyny powód dla którego tak mnie uradował. odkryłam dziś istotę piękną i niebanalną Joannę. dziewcze o urodzie cudnej i delikatnej, o jasnych licach i bujnych kręconych lokach. natchnienie i muza. cóż czasu nie traciłam i o numer zagaiłam, bo martwię się o wasza twórczość panowie. a nie ukrywam, że brakuje mi w dłoniach własnego obiektywu :] serwus

4gevvr4.jpg

miszcz i ściemniacz roku

kwiecień 1, 2008

świetnie, jednak nie jest do końca ze mnie taki pechowiec. może i zatrzymują się przede mną kolejki, psują kasy, kończą taśmy w maszynach, ale jak ktoś ma wygrać super konkurs, to :) jestem to właśnie JA! nadaję sobie tytuł miszcza pióra, (bo miszczem kosmosu już jestem, nawet mam laser) i łamacza walentynkowych konkursów. pomyśleć, że pierwszy raz brałam udział w takim walentynkowym ścierwie i od razu zostaję miszczem, he he tylko pogratulować. przyznam z dumą, że nie jest to też pierwszy konkurs jaki wygrałam, bo kiedyś nagrodzili mnie w konkursie biletami na film “Ryś”, myślę, że nie muszę dużo pisać, bo jaki konkurs taka nagroda. chodziło o to, żeby opisać rebus składający się z kilku zidiociałych obrazków, jakiś miś, serducho przebite “szczałą” i namiot chyba. nie ważne. napisałam tak sprośną historyjkę, że sama sobie się zaczęłam podobać. ujęłam wszystkich internautów, chyba, za serca i powaliłam ich swoją szczerością, wrażliwością i romantyzmem. dodam, że wyszliśmy w połowie filmu, takiej szmiry nigdy nie widziałam. pozwolę sobie nie publikować treści nagrodzonej pracy z konkursu walentynkowego, bo zwyczajnie mi wstyd! szczyt literackich uniesień to nie jest. prowokatorzy walentynkowej szmiry spasiba.